Jump to content

paulinajanik

Zarejestrowani
  • Content count

    6
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About paulinajanik

  • Rank
    Nowicjusz
  1. Kobieta kontra mężczyzna

    Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak to jest być mężczyzną... Z moich małych rozważań wysnuło się równie małe, ale jednak, poczucie zazdrości. Kobiety są zdecydowanie bardziej skomplikowane, męskie towarzystwo zazwyczaj jest o niebo prostsze. Mężczyźni nie chichoczą w grupach, kiedy atrakcyjny osobnik płci przeciwnej przechodzi obok nich. Oni albo zamilkną, albo zaczną gwizdać, albo po swojemu komentować, ale od razu widać jak się ustosunkowują do tej danej osoby, kobiety jest zrozumieć znacznie trudniej. Kobiecy chichot może oznaczać z... milion rzeczy. Mężczyźni trafią sami do toalety, kobiety nawet tam żyją stadnie. Mężczyźni będą cieszyć się piwem w swoim gronie, nawet jak są brudni, spoceni po całym dniu. Kobiety muszą mieć specjalną oprawkę, w którą wliczyć można choćby makijaż czy strój. Taaak... Jednak dla zatrzymujących się samochodów na przejściu, by Cię przepuścić pierwszą, dla bezinteresownie postawionego drinka od obcego faceta, dla załatwiania interesów na ładne oczy, ale przede wszystkim dla tych szarmanckich mężczyzn, warto być kobietą. I koniec końców - dziękuję, za to że jestem kobietą.
  2. Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak to jest być mężczyzną... Z moich małych rozważań wysnuło się równie małe, ale jednak, poczucie zazdrości. Kobiety są zdecydowanie bardziej skomplikowane, męskie towarzystwo zazwyczaj jest o niebo prostsze. Mężczyźni nie chichoczą w grupach, kiedy atrakcyjny osobnik płci przeciwnej przechodzi obok nich. Oni albo zamilkną, albo zaczną gwizdać, albo po swojemu komentować, ale od razu widać jak się ustosunkowują do tej danej osoby, kobiety jest zrozumieć znacznie trudniej. Kobiecy chichot może oznaczać z... milion rzeczy. Mężczyźni trafią sami do toalety, kobiety nawet tam żyją stadnie. Mężczyźni będą cieszyć się piwem w swoim gronie, nawet jak są brudni, spoceni po całym dniu. Kobiety muszą mieć specjalną oprawkę, w którą wliczyć można choćby makijaż czy strój. Taaak... Jednak dla zatrzymujących się samochodów na przejściu, by Cię przepuścić pierwszą, dla bezinteresownie postawionego drinka od obcego faceta, dla załatwiania interesów na ładne oczy, ale przede wszystkim dla tych szarmanckich mężczyzn, warto być kobietą. I koniec końców - dziękuję, za to że jestem kobietą. Artykuł pochodzi z portalu Lancut.org
  3. Pogodowe niezadowolenie

    moje prośby zostały wysłuchane i w końcu wyszło słońce, dziękuję !
  4. Pogodowe niezadowolenie

    Deszcz, deszcz, deszcz. Dżdżyste dni w naszym klimacie są niestety dość częstym zjawiskiem, momentami bardzo uciążliwym. Powodzie, zalania, błoto, a potem to znienawidzone robactwo, wyjątkowo lubiące podeszczową pogodę. Minusów jest niewątpliwie ogrom. Narzekać oczywiście mogę w nieskończoność, a zdecydowana większość ludzi w istocie to robi. Spędzamy czas przed komputerami, bardzo często na portalach społecznościowych, czasem oglądając filmy, seriale, natomiast nieco rzadziej czytajmy książki, sprzątamy, czy gotujemy. Zmuszenie się do wyjścia w taką pogodę niemalże graniczy z cudem, a powiedzenie „nie chce mi się” słychać na każdym kroku. Co z zrobić z wolnym, deszczowym czasem? Kreatywność i pomysłowość są na wymarciu. Na szczęście możliwości wykorzystania czasu jest dużo - można odwiedzić knajpy, restauracje, kina i tym podobne, niestety większość z takowych opcji wymaga jakiegoś nakładu finansowego. Jeśli ktoś nie chce, bądź nie może sobie pozwolić na częste odwiedziny poszczególnych instytucji, zawsze pozostaje spacer w deszczu, który może się okazać nawet bardziej udany od zaplanowanego wyjścia, powiedzmy do kina. Wracając myślami do momentów, gdy jeszcze beztrosko skakałam po kałużach, zaczynam się zastanawiać czy wciąż tak potrafię. I chyba wiem, co trzeba zrobić, żeby się przekonać… Gdy zaczynałam pisać ten artykuł miałam na celu zmotywować wszystkich czytających, by ruszyli podbijać deszczowy świat… Lecz sama jestem dziwnie ospała i cóż, nic mi się nie chce, więc „naprawianie” społeczeństwa, podczas, gdy nie zacznę od siebie, byłoby czystą hipokryzją. Dlatego życzę wszystkim dużo energii, a słońce grzecznie proszę, by zechciało nas wkrótce odwiedzić.
  5. Pogodowe niezadowolenie

    Deszcz, deszcz, deszcz. Dżdżyste dni w naszym klimacie są niestety dość częstym zjawiskiem, momentami bardzo uciążliwym. Powodzie, zalania, błoto, a potem to znienawidzone robactwo, wyjątkowo lubiące podeszczową pogodę. Minusów jest niewątpliwie ogrom. Narzekać oczywiście mogę w nieskończoność, a zdecydowana większość ludzi w istocie to robi. Spędzamy czas przed komputerami, bardzo często na portalach społecznościowych, czasem oglądając filmy, seriale, natomiast nieco rzadziej czytajmy książki, sprzątamy, czy gotujemy. Zmuszenie się do wyjścia w taką pogodę niemalże graniczy z cudem, a powiedzenie „nie chce mi się” słychać na każdym kroku. Co z zrobić z wolnym, deszczowym czasem? Kreatywność i pomysłowość są na wymarciu. Na szczęście możliwości wykorzystania czasu jest dużo - można odwiedzić knajpy, restauracje, kina i tym podobne, niestety większość z takowych opcji wymaga jakiegoś nakładu finansowego. Jeśli ktoś nie chce, bądź nie może sobie pozwolić na częste odwiedziny poszczególnych instytucji, zawsze pozostaje spacer w deszczu, który może się okazać nawet bardziej udany od zaplanowanego wyjścia, powiedzmy do kina. Wracając myślami do momentów, gdy jeszcze beztrosko skakałam po kałużach, zaczynam się zastanawiać czy wciąż tak potrafię. I chyba wiem, co trzeba zrobić, żeby się przekonać… Gdy zaczynałam pisać ten artykuł miałam na celu zmotywować wszystkich czytających, by ruszyli podbijać deszczowy świat… Lecz sama jestem dziwnie ospała i cóż, nic mi się nie chce, więc „naprawianie” społeczeństwa, podczas, gdy nie zacznę od siebie, byłoby czystą hipokryzją. Dlatego życzę wszystkim dużo energii, a słońce grzecznie proszę, by zechciało nas wkrótce odwiedzić. Artykuł pochodzi z portalu Lancut.org
  6. Miłość czy chemia?

    Dziękuję Jeżyku za miłe słowa:)
  7. Miłość czy chemia?

    Ile znacie udanych związków? Ile szczęśliwych, długoletnich małżeństw? Ile par, które nie przechodziły kryzysu/kryzysów? Czy można powiedzieć, że istnieją związki, gdzie partnerzy przeznaczeni są sobie na całe życie, a wszystkie kłótnie wpisują się w po prostu w całokształt pojęcia miłości? Tak często w niekończących się dyskusjach broniłam stanowiska 'tak, miłość zdecydowanie istnieje'. A może zwyczajnie ciężko jest dopuścić do siebie myśl przeciwnego obozu, traktującego o tym, że 'miłość to chemia'. Tylko chemia. Co za tym idzie, krótkotrwale (a na pewno nie na całe życie) pożądanie drugiej osoby wiążące się z tymi wszystkimi emocjami, którym większość nie potrafi się oprzeć. Z drugiej strony na ulicach można zobaczyć dwoje starszych ludzi, trzymających się za ręce. Czy to jest przyzwyczajenie, chęć posiadania przy sobie drugiej osoby, lek na nudę, czy właśnie... miłość? Zastanawiam się nad tym wszystkim, nie tyle przez pryzmat własnych doświadczeń, ale przez pryzmat tego, co pokazuje nam otoczenie. Kiedy rozchodzą się ludzie, o których mówiło się, że będą ze sobą do końca, zaczynam tracić wiarę w nieskończoną miłość. Aczkolwiek, brnąc w to dalej - niewielu z nas chce, aby chemiczne wyjaśnienie zjawiska miłości okazało się prawdziwe. Większość ludzi lubi, wręcz potrzebuje wierzyć, że istnieje coś większego, coś lepszego od ziemskiego świata, trosk... i nie mówię tu o przejawiającym się w rożnych formach Bogu, ale właśnie o uczuciu miłości. Pozostaje tylko uwierzyć, że za X lat każdy z nas będzie mógł bez wahania powiedzieć, że bezinteresowna miłość dwóch osób - kiedyś sobie obcych - istnieje.
  8. Ile znacie udanych związków? Ile szczęśliwych, długoletnich małżeństw? Ile par, które nie przechodziły kryzysu/kryzysów? Czy można powiedzieć, że istnieją związki, gdzie partnerzy przeznaczeni są sobie na całe życie, a wszystkie kłótnie wpisują się w po prostu w całokształt pojęcia miłości? Tak często w niekończących się dyskusjach broniłam stanowiska 'tak, miłość zdecydowanie istnieje'. A może zwyczajnie ciężko jest dopuścić do siebie myśl przeciwnego obozu, traktującego o tym, że 'miłość to chemia'. Tylko chemia. Co za tym idzie, krótkotrwale (a na pewno nie na całe życie) pożądanie drugiej osoby wiążące się z tymi wszystkimi emocjami, którym większość nie potrafi się oprzeć. Z drugiej strony na ulicach można zobaczyć dwoje starszych ludzi, trzymających się za ręce. Czy to jest przyzwyczajenie, chęć posiadania przy sobie drugiej osoby, lek na nudę, czy właśnie... miłość? Zastanawiam się nad tym wszystkim, nie tyle przez pryzmat własnych doświadczeń, ale przez pryzmat tego, co pokazuje nam otoczenie. Kiedy rozchodzą się ludzie, o których mówiło się, że będą ze sobą do końca, zaczynam tracić wiarę w nieskończoną miłość. Aczkolwiek, brnąc w to dalej - niewielu z nas chce, aby chemiczne wyjaśnienie zjawiska miłości okazało się prawdziwe. Większość ludzi lubi, wręcz potrzebuje wierzyć, że istnieje coś większego, coś lepszego od ziemskiego świata, trosk... i nie mówię tu o przejawiającym się w rożnych formach Bogu, ale właśnie o uczuciu miłości. Pozostaje tylko uwierzyć, że za X lat każdy z nas będzie mógł bez wahania powiedzieć, że bezinteresowna miłość dwóch osób - kiedyś sobie obcych - istnieje. Artykuł pochodzi z portalu Lancut.org
  9. Najmniejszy procent męskości posiada mężczyzna stuprocentowy – cytat z książki pana Michała Choromańskiego co raz częściej obija mi się o uszy. Zwróciłam na niego uwagę głównie dlatego, iż wzbudza kontrowersyjne reakcje przedstawicieli płci brzydkiej, natomiast bardzo przychylne i entuzjastyczne wypowiedzi płci pięknej. Postanowiłam sprawdzić jak właściwie rozumiana jest przez społeczeństwo postać stuprocentowego mężczyzny. Po wpisaniu w najczęściej używaną przez nas, internetową wyszukiwarkę – Google - hasła „stuprocentowy mężczyzna” pojawił się szereg zdjęć. Ich oglądanie było szalenie interesujące. Stuprocentowym mężczyzną okazał się napompowany facet, z rękami i nogami przypominającymi dojrzałe arbuzy. Mężczyzna stuprocentowy jawi się również jako mężczyzna nieco mniej umięśniony, aczkolwiek przedstawiony zazwyczaj w obcisłych bokserkach podkreślających jego… atuty. Załamując ręce nad ograniczonym i stereotypowym postrzeganiem stuprocentowych mężczyzn, zastanówmy się więc ile prawdy jest w przytoczonym stwierdzeniu pana Choromańskiego… Zakładając, iż to właśnie typowy mięśniak - często odstraszający nienaturalną budową ciała, gdzie mała główka wystaje znad kwadratowego ciała – jest stuprocentowym mężczyzną, to stwierdzam, że zdecydowanie tak - najmniejszy procent męskości posiada mężczyzna stuprocentowy. Pomijam fakt, że większość osobników z gatunku płci brzydkiej, nie radzi sobie w kuchni – mogę to nawet w pewnych przypadkach usprawiedliwić. Ale nie zniosę, nigdy nie będę podziwiać, a na pewno nie będę się czuła stuprocentową kobietą, przy stuprocentowym mężczyźnie, który nie potrafi utrzymać w ręce wiertarki, nie wspominając o tym, że użycie jej z pożądanym skutkiem graniczyłoby z cudem. I jeśli dodatkowo ten sam facet piszczy na widok pająków, zastanawia się do czego właściwie służy młotek, a przy całej swojej męskości spędza w łazience więcej czasu niż przeciętna kobieta to zaczynam myśleć, że odsetek męskości u takiego kogoś jest naprawdę minimalny. Ale gdzie się podział testosteron?... Tak się niestety stało, że w dzisiejszych czasach to kobiety bardzo często noszą spodnie – czy to w związkach czy w stosunkach zawodowych. Apeluję więc do wszystkich panów, że to nie ich pozornie męska fizyczność jest pociągająca, ale męskość umysłu i zachowań, dzięki którym kobiety w każdym wieku wciąż mogą czuć się jak małe dziewczynki. My naprawdę chcemy, żeby facet wiedział, gdzie powinien włożyć wiertło… Artykuł pochodzi z portalu Lancut.org
  10. Najmniejszy procent męskości posiada mężczyzna stuprocentowy – cytat z książki pana Michała Choromańskiego co raz częściej obija mi się o uszy. Zwróciłam na niego uwagę głównie dlatego, iż wzbudza kontrowersyjne reakcje przedstawicieli płci brzydkiej, natomiast bardzo przychylne i entuzjastyczne wypowiedzi płci pięknej. Postanowiłam sprawdzić jak właściwie rozumiana jest przez społeczeństwo postać stuprocentowego mężczyzny. Po wpisaniu w najczęściej używaną przez nas, internetową wyszukiwarkę – Google - hasła „stuprocentowy mężczyzna” pojawił się szereg zdjęć. Ich oglądanie było szalenie interesujące. Stuprocentowym mężczyzną okazał się napompowany facet, z rękami i nogami przypominającymi dojrzałe arbuzy. Mężczyzna stuprocentowy jawi się również jako mężczyzna nieco mniej umięśniony, aczkolwiek przedstawiony zazwyczaj w obcisłych bokserkach podkreślających jego… atuty. Załamując ręce nad ograniczonym i stereotypowym postrzeganiem stuprocentowych mężczyzn, zastanówmy się więc ile prawdy jest w przytoczonym stwierdzeniu pana Choromańskiego… Zakładając, iż to właśnie typowy mięśniak - często odstraszający nienaturalną budową ciała, gdzie mała główka wystaje znad kwadratowego ciała – jest stuprocentowym mężczyzną, to stwierdzam, że zdecydowanie tak - najmniejszy procent męskości posiada mężczyzna stuprocentowy. Pomijam fakt, że większość osobników z gatunku płci brzydkiej, nie radzi sobie w kuchni – mogę to nawet w pewnych przypadkach usprawiedliwić. Ale nie zniosę, nigdy nie będę podziwiać, a na pewno nie będę się czuła stuprocentową kobietą, przy stuprocentowym mężczyźnie, który nie potrafi utrzymać w ręce wiertarki, nie wspominając o tym, że użycie jej z pożądanym skutkiem graniczyłoby z cudem. I jeśli dodatkowo ten sam facet piszczy na widok pająków, zastanawia się do czego właściwie służy młotek, a przy całej swojej męskości spędza w łazience więcej czasu niż przeciętna kobieta to zaczynam myśleć, że odsetek męskości u takiego kogoś jest naprawdę minimalny. Ale gdzie się podział testosteron?... Tak się niestety stało, że w dzisiejszych czasach to kobiety bardzo często noszą spodnie – czy to w związkach czy w stosunkach zawodowych. Apeluję więc do wszystkich panów, że to nie ich pozornie męska fizyczność jest pociągająca, ale męskość umysłu i zachowań, dzięki którym kobiety w każdym wieku wciąż mogą czuć się jak małe dziewczynki. My naprawdę chcemy, żeby facet wiedział, gdzie powinien włożyć wiertło…
×