Jump to content
Sign in to follow this  
Jeżyk

Listy z robót przymusowych.....listy z Kresów Wschodnich

Recommended Posts

Jeżyk    43

"Listy z niewoli" cieszyły się dużym powodzeniem, dla tego postanowiłem ten wątek kontynuować. Tym razem będą to listy z "Robót przymusowych" i listy z "Kresów wschodnich"

Dla czego takie zestawienie? Ponieważ jest to korespondencja uzupełniająca się. Są to listy ojca i syna, czyli mojego brata ciotecznego i mojego wujka. Wujka znałem słabo, natomiast brata ciotecznego, Mietka, w ogóle nie znałem, no może tylko z opowiadania mojej matki. Dzieliła nas duża różnica wieku. Oczywiście byli husowianami, Ale ich losy to długa i barwna historia, również tragiczna. Kim był Mietek ? Podobno był wspaniałym człowiekiem, wesołym o miłym usposobieniu. Grał na gitarze i akordeonie. Zmarł po przyjeździe z Niemiec, z robót, ale to nie przymusowa praca u niemieckiego "Bauera" była tego przyczyną. Jakiś czas wcześniej przy pracach polowych skaleczył sobie nogę. Domyślam się że zbagatelizował ten przypadek, z całą pewnością nie był u lekarza, i tak to trwało. A jednak zemściło się okrutnie na młodym człowieku.

Wkrótce wkleję jego list, pisany z Kresów Wschodnich, z osady Boratyn. pta. Krystynopol. powiat Hrubieszów

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Kolonia Boratyn 24.05. 194 ???

 

Kochany stryjaszku

 

Najwyższy już czas żebyś do nas przyjechał lub napisał, a Ty jak się dostałeś do tej wsi Husów, którą już bardzo znasz i siedzisz tam sobie, mówiąc że Cię życie tam trzyma.Chcąc Cię do czegoś nakłonić, piszę do Ciebie ten list. Ja jestem prawie zdrów, bo tylko mnie noga boli,co nie uważam za chorobę, to już trwa tak długo.W domu natomiast wszyscy są zdrowi i z dnia na dzień się spycha byle bliżej jakiegoś końca. Roboty na razie takiej nie ma bo jeszcze wszystko musi wschodzić. Dzisiaj tato zaczął hakać buraki pastewne, bo cukrowych nie mamy tego roku.

W piątek byłem w Warężu w Urzedzie Pracy, zwolnić siebie i Pawła (Paweł to brat Mietka) od Niemiec.Jakoś mi się to udało i zostaliśmy obydwaj zwolnieni. Mnie i tak by nie zabrali, ale Paweł musiał by jechać, a bez niego była by wielka bieda w domu.Na kolonii ma kartę do Niemiec Władek Adamek, i nie jest zwolniony. Nowości tu takich nie ma, żeni się Laska Stefan na dwunastce u Pieniążka. Może będzie też wesele u Curkowicza, ale to chyba później.

My tu z tatą urządzamy czasem koncert na skrzypce i harmonię i opinia twierdzi że wypada to nie najgorzej. Ja chciał bym kupić sobie większą harmonię, bo ta to za skromna. Może tam w Husowie ma ktoś do sprzedania niedrogą i w dobrym stanie.

Jak teraz żyjecie, czy dziadek zdrowi, i jak tam moje małe braciszki i siostrzyczka się chowają, już muszą być duże. Żeby nie ta noga to przyjechał bym teraz do Husowa, a tak to szkoda nawet myśleć o tym. Może tata z Helą przyjadą teraz, gdzieś koło Zielonych Świątek, tylko wpierw muszą być kenkarty wyrobione.

I właśnie jesteś proszony od rodzicieli, żebyś wybrał metryki dla mnie, Pawła i Heli. Koszta zostaną zwrócone po otrzymaniu. Stryjaszku, jak będziesz się widział ze stryjkiem Franciszkiem, to go serdecznie od nas pozdrów, bo on zawsze taki na ostatku. A może będzie mógł przyjechać, to niech przyjedzie, bo my go już dawno wyglądamy. A Ty także przyjedź, a w każdym razie odpisz co ciekawego u Ciebie.

Pozdrawiam Cie serdecznie z Pawłem i Helą, kochający Cie Mieczek

Osobne pozdrowienia od nas dla wujka i ciotki z dziećmi, a najlepiej ściskamy dziadka

 

Mietek z rodziną

 

Ps.

Mietek napisał aby pozdrowić stryjka Franciszka. Dla mnie Franciszek był wujkiem. Nigdy go nie poznałem mimo że mieszkał w Husowie. To zbyt odległe lata. Wiele lat później dowiedziałem się jedynie gdzie mieszkał. W husowskiej orientacji było to "Na Górnicy" na przeciwko sklepu, w małym drewnianym domku pod strzechą. Jego życiorys to bogata historia. Losy wojny rzuciły go do krajów tropikalnych, gdzie zaraził się malarią. Z tą mało znaną u nas chorobą wrócił do Polski, do Husowa. Domyślam się że nie leczona choroba przyniosła to co niesie z sobą poważna dolegliwość. Wkrótce zmarł. Z pewnością jego mogiła ma dziś już nowego "lokatora"

 

 

rodzinka.jpg

 

Na tym zdjęciu jest wspomniany przez Mietka "Stryjaszek" ( z wyłożonym kołnierzykiem) Po lewej stronie siedzi mój tato, w środku dziadziu, po prawej mama.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Erdmannrode 21.09. 1941

 

 

Kochany stryjaszku

 

 

W pierwszym rzędzie muszę Ci podziękować za list i fotografię którą otrzymałem 1. 09. Z listu tego dowiedziałem się że żyje mój wybawca (bo przecież mnie bawiłeś) i jak żyjesz w tych ciężkich czasach jak obecnie.Ja natomiast jestem także jeszcze przy zdrowiu, a powodzenie to takze zbyt złe nie jest, ale też i nie za dobre.Nie narzekam jednak na to, gdyż wiem że teraz w ogóle nigdzie lepiej nie jest, szczególnie w naszym kraju. Mam jednak nadzieję że się to wszystko zmieni na lepsze, tylko trzeba trochę poczekać, gdyż wszystko ma swój początek i koniec, co na pewno wiesz. A teraz chcę przystąpić do interesu. Otóż z tą harmonią to jest taka sprawa. Gdy dowiedziałem się z Twego listu że taką harmonię chcesz kupić, zacząłem dowiadywać się o tym.Otóż firmy i sklepy posiadają jedynie cenniki i gorsze instrumenty i nic poza tym.Jeśli by to było rok temu, to można było jeszcze kupić co się chciało, a teraz nic nie można dostać.Ale jeśli jest cennik do takiej poważnej firmy jak HOHNER, to nie zaszkodzi napisać, tylko zamówienie musi być w języku Niemieckim. Może gdzieś w większych miastach jeszcze coś by dostał, a jeśli nie ja, to mój gospodarz, bo tę harmonię to on mi kupił, bo my tu nie mamy zbyt dużych praw i wolności, a gospodarz jako tutejszy prędzej by to załatwił.

W drugim pokoju jest radio i orkiestra gra właśnie walca" Nad modrym i pięknym Dunajem" ale aż warto posłuchać.

Gdy dostałem Twój list, to zrobiło mi się bardzo smutno i tęskno za swoją wioską rodzinną, która chociaż biedna i nie podobna do wielkiego świata, ale jednak nigdy nie zapomniana, bo wszędzie można czuć sie dobrze, ale nie tak jak we wsi rodzinnej.

Dla tego Ci zazdroszczę że możesz tam być. Wiedz, ze jesli powrócę, to wcale nie myślę zostać na tym naszym Boratynie. Wczoraj dostałem list z domu w którym piszą mi o jakimś tam dobrym interesie dla mnie. Nie wiem co to może być. Ja najchętniej chciał bym dostać się gdzieś blisko Husowa i Ciebie. Kończę już i nie zapominaj o mnie.

 

Kochający Cię Mieczek

( i adres do niemieckiego gospodarza u którego Mietek pracował)

An.

Herrn

Roman Mieczysław

:angry: Heinrich Burghardt

Erdmannrode

uber. Hersfeld

Kassel Kurhessen. Doutshland

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Ostatni z zachowanych listów pisanych przez Mieczysława z Niemiec

 

Erdmannrode 11. 12. 1941

 

Kochany stryjku

 

Piszesz mi o swoim weselu. Nie wierzę w to wcale gdyż podobnych postanowień robiłeś już wiele, to myślę że i tym razem nie dojdzie to do skutku. A jeśli by to było prawdą, to proszę, zdradź mi tę tajemnicę i napisz, kto ma być tą moją przyszłą stryjną i przyślij mi, o ile to możliwe, jej fotografię. Chcę wiedzieć co to za osoba która pozyskała Twoje względy, czy warta jest tego aby Cię zrobić na całe życie niewolnikiem.

Co do mojej fotografii, to przesyłam Ci tylko kliszę. Jeśli było by to możliwe to daj wyrobić i przyślij mi ze cztery kartki fotografii, a resztę zatrzymaj dla siebie. Ja nie mam gdzie wyrobić zdjęcia bo zaden fotograf nie ma potrzebnych materiałów. Chcę jeszcze napisać odnośnie mojego urlopu. Otóż nie wiem czy to będzie możliwe. Wprawdzie mój gospodarz zgodził by się z chęcią, ale Urząd Pracy nie jest zbyt łaskawy na dawanie urlopu, ale spróbuję. Chciał bym Cię koniecznie zobaczyć gdyż mi się bardzo sprzykrzyło bez Ciebie. Co do Twojego wyjazdu do Niemiec to radzę Ci, lepiej tego nie próbuj bo możesz tego pożałować. Z Twoimi chęciami do pracy jakie Ty posiadasz, to daleko byś tu nie zajechał. Lepiej zostań w domu.

Z tymi nutami to rób tak jak dotychczas. Coś napisz i parę kawałków dołącz do listu. Na razie kończę tych kilka słów nabazgranych w wielkim pośpiechu, gdyż mam jeszcze jeden list napisać, a tu już godzina wpół do szóstej, więc nie wiem czy zdążę, gdyż mam jeszcze do uprzątnięcia osiem krów, dwa konie i muszę dobre dwie godziny pracować. Pozdrawiam również wszystkich moich krewnych i przyjaciół i do szybkiego zobaczenia się z Wami wszystkimi. Pozostaje życzliwy Ci Mieczysław

 

Ps.

Proszę zwrócić uwagę że w tych listach nie ma narzekania na warunki pracy u niemieckiego Bauera. Był traktowany przez niego życzliwie. Mietek pisze o swoich marzeniach i sprawach które chciał by zrealizować.

O lepszym instrumencie muzycznym, o nutach, i oczywiście o powrocie do kraju. Te listy bardzo różnią się w swojej treści od tych pisanych z niewoli. Tam polski robotnik traktowany był jak siła robocza z której trzeba wyciągnąć wszystkie siły.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

I ostatni list z czasów wojny, pisany z Kresów Wschodnich przez mojego wujka, Ignacego do moich rodziców. Dotyczy głównie tematu, gdy jego syn znalazł się w Niemieckim szpitalu

 

 

Osada Boratyn 3. 02. 1942 r.

 

Drodzy nasi

 

Donosimy Wam że jesteśmy wszyscy zdrowi którego i Wam życzymy z całego serca. Nie wiem czy Wam już wiadomo że nasz Mieciu od 20. 01. 1942 r. Znajduje się w szpitalu. Tę wiadomośc otrzymaliśmy od Miecia, następnie drugą otrzymaliśmy od jego kolegi, który nam obszerniej opisał tę dla nas bolesną wiadomość. Nie wiem dokładnie którego dnia zaczęła go boleć noga, jedynie wiemy że 3-go stycznia był doktor u niego, nogę zbadał, zajodynował i kazał mu się położyć do łóżka. Więc Mieciu do 19 stycznia leżał w łóżku, a pan doktor od czasu do czasu zaglądał do niego. W tym dniu doktor przyjechał do niego i wysłał auto i o godzinie 8-mej wieczór zabrali go do szpitala. Tam zrobili prześwietlenie, a jaki wynik tego jeszcze nie wiemy. W każdym razie mamy dość zmartwienia i oczekujemy dalszych wiadomości które bardzo leniwie dochodzą do nas.

Prosimy Was bardzo żebyście porozmawiali z Andrzejem Leńczykiem, jeśli on nie ma pracy i chce jechać do do Niemiec na robotę, to mógł by pojechać na Mieciowo miejsce. Nam bardzo zależy na tym, bo ten gospodarz jeździ do Miecia i widocznie czeka kiedy się wyleczy żeby zabrać go z powrotem do siebie. My chcemy aby Mietek wrócił z powrotem do domu, bo po co jemu pracowac u kogoś, kiedy on ma w domu robotę i jedzenie ile potrzeba. Nasze dzieci nie muszą szukać chleba bo mają go w domu. To miejsce gdzie jest Miecio jest naprawdę dobre, to niech by pojechał ktoś ze znajomych. Jeżeli Leńczyk zgodzi się jechać to napiszcie o tym, a my dalsze informacje prześlemy.

Pozdrawiamy Was wszystkich i czekamy na wiadomości od Was

 

Wasz Ignac

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

zadziwia mnie jak mało narzekania jest w tych listach , z paru zdań wynika też jakie podejście jest do śmierci ...."Wiedz, ze jesli powrócę,"... ;ludzie zdawali sobie sprawę ze mogą już nigdy nie dotrzeć w rodzinne strony. Zastanawia mnie Jeżyk jedno na prace do Niemiec wyjeżdżało się z przymusu ,czy żeby polepszyć swój byt ?? Nie mówie tu o jeńcach wojennych i tych co przeskrobali coś i ich zesłali tylko o z zwyklych ludziach z tych listów wyczytałem że oni się sami zgłaszali ?? Czy może to ja źle interpretuje ?? Czyli wynika że ta praca musiała być lepiej płatna niż w Generalnej Guberni ??? ..."Prosimy Was bardzo żebyście porozmawiali z Andrzejem Leńczykiem, jeśli on nie ma pracy i chce jechać do do Niemiec na robotę"...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Jesteś ciekawym życia człowiekiem Szczus i sympatycznie się z Tobą rozmawia. Postawiłeś istotne pytania. Postaram się na nie odpowiedzieć za parę chwil. (teraz muszę przywieźć małżonkę z pracy)

 

"Czy Polacy zgłaszali się sami na roboty przymusowe do III Rzeszy. " Już w tym zdaniu jest odpowiedz na to pytanie - roboty przymusowe. Na terenach okupowanych był pewien mechanizm pozyskiwania robotników. Młodzi i zdrowi Polacy musieli co pewien czas meldować się w Urzędzie Zatrudnienia i to Urząd kierował pod rygorem odpowiednią ilość ludzi do pracy w Niemczech. Jeden raz Mietkowi udało się wybronić przed skierowaniem do robót, ale za drugim razem już nie. Poza tym Mietek był człowiekiem ciekawym życia i pewnie traktował to jako życiową przygodę. Skierowanie do pracy to jeszcze nie skierowanie na front. Ten cytat : ."Prosimy Was bardzo żebyście porozmawiali z Andrzejem Leńczykiem, jeśli on nie ma pracy i chce jechać do do Niemiec na robotę"... dotyczy sugestii aby Leńczyk pojechał zastąpić Mietka, by ten mógł wrócić do domu, gdyż miał skaleczoną nogę która nie chciała się goić

 

Słusznie zauważyłeś że w listach Mietka jest mało narzekania. Złożyły się na to pewne okoliczności. Mietek miał to szczęście że trafił do porządnych i uczciwych gospodarzy którzy traktowali go jak swojego syna, ale nie każdy miał takie szczęście. Druga sprawa, Mietek był człowiekiem sympatycznym, dającym się polubić i niemiecki bauer odwzajemniał to. Z orientował się że ma dobrego i pracowitego człowieka i doceniał to.

 

Co do zarobków, hmmm, myślę że nie były one dobre. Robotnik przymusowy miał tylko niewolnicze prawa, czyli żadne. Otrzymywał zapewne jakieś minimum + wyżywienie i być może odzież roboczą. Ale gospodarz Mietka mógł być dla niego hojniejszy i pewnie tak było. Niemiecki bauer zapewniał mu duże swobody co też było oznaka dobrego traktowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

a zapytam jeszcze z czystej ciekawości bo już tego w listach nie ma jak potoczyły się później losy Mietka i Ignacego ??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

a zapytam jeszcze z czystej ciekawości bo już tego w listach nie ma jak potoczyły się później losy Mietka i Ignacego ??

 

Losy Mietka potoczyły się tragicznie. Jeszcze na długo przed wyjazdem na roboty do Niemiec skaleczył sobie nogę przy pracach w gospodarstwie ojca na Kresach (Pisałem o tym w końcówce tego wątku) Bagatelizował to, być może nie wielkie skaleczenie i puki co funkcjonował normalnie. To że wcześniej udało mu się wybronić przed wyjazdem na roboty to właśnie przez skaleczoną nogę. Ale za drugom razem już mu nie odpuścili. Pojechał. Przez pewien czas radził sobie ale skaleczenie dało znać o sobie. Myślę że wdarła się gangrena. W tamtych czasach nie było antybiotyków. Leczenie w niemieckim szpitalu i....przyjazd do kraju na Kresy i dalszy postęp choroby. Powrót do Husowa i po pewnym czasie śmierć w wielkich cierpieniach. Moja matka była przy śmierci Mietka. Mówiła że ciągle prosił "ratujcie mnie, ratujcie mnie" Pochowany został na husowskim cmentarzu.

 

Po śmierci Mietka wujek Ignacy powrócił do swojego Boratna na Kresach Wschodnich. W roku 1949 wyjechał z rodziną na Ziemie Odzyskane i osiedlił się w okolicach Sławna. Dziś było by to 24 km ode mnie:) Po pewnym czasie za namową swojego brata wyjechał z rodziną do miejscowości Miechowice Oławskie, pow. Oława i tam po kilkunastu latach zmarł

 

Na zdjęciu uśmiechnięty Mietek grający na akordeonie, z rodziną niemieckiego bauera Heinrich Burghardta.

 

[attachment=671]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

Jeżyk czy to już koniec listów ?? Bo czekam i czekam ale nic nowego się nie pojawia może masz jeszcze w zbiorach coś ciekawego ??

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this  

×