Jump to content
Sign in to follow this  
Szczus

Śmieć Kliniczna Duchowo i Naukowo

Recommended Posts

Szczus    63
"Mary Robins ze Szkocji miała zawał serca w trzydziestym roku życia. Upadłą w sypialni obok lustra, przed którym wcześniej spokojnie czesała włosy. "Natychmiast po utracie przytomności wydało mi się , że gdzieś wpadam przez jakiś ciemny tunel, podobny do głębokiej studni. Na końcu widać było światłość , która mnie całkowicie przyciągała. Znalazłam się przed postacią złożoną z czystej światłości ; natychmiast pomyślałam , że to Jezus. Za nim rozciągało się przepiękne wielkie miasto, które migotało, błyszczało, jakby było zbudowane z samych kryształów. Poszłam w kierunku miasta, ale Jezus (istota ze światłości) zatrzymał mnie delikatnie mówiąc , że muszę wrócić, gdyż moje jeszcze małe dzieci bardzo by tęskniły i wiele straciły ! Oprzytomniałam jakby po przeżyciu wielkiego szoku, który wstrząsnął całym moim ciałem . Nad sobą ujrzałam wtedy dwóch lekarzy z pogotowia, którzy zdołali przywrócić mi życie elektrowstrząsami! "

 

Dużo osób opisuje podobnie swoje doświadczenia z śmiercią kliniczna co wy o tym sadzicie? Istnieje życie po śmierci czy to jakiś wytwór naszego mózgu??

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

mnie uczyli inaczej ze kościół nie zaprzecza i nie dementuje jest neutralny tak samo jest z stygmatami nie zabrania w to wierzyć ale tez nie nakazuje .

Share this post


Link to post
Share on other sites
okura    4

Szczus, kogoś musiano źle poinformować. U mnie ksiądz kategorycznie odcinał Kościół od takich doświadczeń, jak wizyty w niebie w przypadku tymczasowej śmierci.

 

Stygmaty. Są stwierdzone choroby które są mylnie brane za stygmaty - np. krwawienie z oczu.

 

Sam Ojciec Pio też podejrzany, niby miał stygmaty, gdy je skrzętnie ukrywał, to ludzie jeszcze bardziej wierzyli w nie. Po jego śmierci, gdy wystawiono jego ciało na widok publiczny, nie było żadnych śladów po stygmatach. Co jest bardziej prawdopodobne: miał cudowne stygmaty od Boga, które nagle równie cudownie zniknęły po śmierci? Czy może był symulantem, hochsztaplerem?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63
Kościół nie wyraził stanowiska wobec tzw. przypadków "śmierci klinicznej" gdzie osoba po powrocie z takiego stanu opowiada o przeżyciach jakich doświadczyła i najprawdopodobniej tego nigdy nie zrobi.

 

Kościół się w to nie miesza ...ale głownie w temacie chodziło mi czy nie sadzicie ze to dziwne że zdecydowana większość osób które "przeżyła ta śmierć " opowiada podobnie o swoich przeżyciach rysują podobny schemat tego; tunel światło itd...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Neołafita    42

 

"Mary Robins ze Szkocji miała zawał serca w trzydziestym roku życia. Upadłą w sypialni obok lustra, przed którym wcześniej spokojnie czesała włosy. "Natychmiast po utracie przytomności wydało mi się , że gdzieś wpadam przez jakiś ciemny tunel, podobny do głębokiej studni. Na końcu widać było światłość , która mnie całkowicie przyciągała. Znalazłam się przed postacią złożoną z czystej światłości ; natychmiast pomyślałam , że to Jezus. Za nim rozciągało się przepiękne wielkie miasto, które migotało, błyszczało, jakby było zbudowane z samych kryształów. Poszłam w kierunku miasta, ale Jezus (istota ze światłości) zatrzymał mnie delikatnie mówiąc , że muszę wrócić, gdyż moje jeszcze małe dzieci bardzo by tęskniły i wiele straciły ! Oprzytomniałam jakby po przeżyciu wielkiego szoku, który wstrząsnął całym moim ciałem . Nad sobą ujrzałam wtedy dwóch lekarzy z pogotowia, którzy zdołali przywrócić mi życie elektrowstrząsami! "

 

Dużo osób opisuje podobnie swoje doświadczenia z śmiercią kliniczna co wy o tym sadzicie? Istnieje życie po śmierci czy to jakiś wytwór naszego mózgu??

 

 

Masz może relację jakiejś osoby która nie znała katolicyzmu a zatem również nie "natychmiast pomyślała.." ?

 

PS: elektrowstrząsami to się przywraca rytm serca a nie życie chyba, że ona panieńskie miała Frania Stein ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63
Krótkie spojrzenie na życie byłego ateisty - Howarda Storma, mężczyzny, który przeżył śmierć kliniczną, a po swoim powrocie do świata żywych stał się pobożnym, chrześcijańskim pastorem.

 

Howard Storm był zaprzysiężonym ateistą i całkowicie pasował do typu niemiłego człowieka – to jego własne słowa, które trzeba zaakceptować jako fakt. Nadmiernie pił alkohol, palił trzy paczki papierosów dziennie, a przekleństwa były jego drugą naturą. Był to egoista, który często wdawał się w bójki. Z zawodu profesor sztuki wykładający od wielu lat na uniwersytecie, nie pozwalał nikomu mówić o Bogu w swojej obecności, ani w pracowni w której wykładał. Jedną z jego uczennic była zakonnica, którą sam ostrzegł, aby nie poruszała tematu religii na zajęciach.

 

W 1985 roku w Paryżu, podczas wycieczki ze studentami Howardem nagle zawładnął najbardziej porażający ból jaki kiedykolwiek poczuł. Krzycząc, przewrócił się na podłogę swojego hotelowego pokoju. Był przerażony tym, co się z nim dzieje. Jego żona, również obecna na wycieczce zadzwoniła po lekarza, który przybył niedługo później. Lekarz po przebadaniu Howarda oznajmił, że ma on przedziurawioną dwunastnicę i musi natychmiast poddać się operacji. Zadzwoniono po karetkę, która przyjechała po Storma i odwiozła go do szpitala. Czekając na zabieg Howard Storm umarł.

 

Howard opowiada, że nagle zorientował się, że stoi zamiast leżeć w łóżku. Spojrzał na żonę, która siedziała przy łóżku i odezwał się do niej, jednak ona nie odpowiedziała. Po chwili Howard zaczął słyszeć głosy mówiące: ”Howard, chodź do nas. Czekaliśmy na Ciebie już od bardzo dawna”. Na początku głosy były miłe i mówiły, że mogą naprawić wszystkie jego problemy, z czasem jednak stały się złośliwe i zaczęły go wyśmiewać. Howard opowiada, że następnie wszystko stało się czarne i coś go zaatakowało, odrywając kawałki mięsa z jego ciała. Walka trwała już jakiś czas, kiedy Howard usłyszał ciepły głos, podpowiadający mu, aby zaczął się modlić. Jako ateista nie wiedział jak się modlić, jednak spróbował i zaczął wymawiać wszystkie słowa, które zapamiętał z kościoła. Głosy, a wraz z nim niewidzialne istoty zaczęły się wycofywać. Howard Storm został sam na sam ze swoimi myślami o Bogu.

 

Po chwili Howard Storm poprosił Jezusa o pomoc. W następnej chwili zobaczył odległy punkt światła, który z czasem powiększał się i zbliżał do niego. Nadchodzącym światłem okazał się sam Jezus ze świtą aniołów. Howard i Jezus zaczęli rozmawiać. Na końcu były ateista przyznał, że wie, że Bóg go kocha, że Bóg kocha cały świat i to, że Bóg sam w sobie jest miłością. Howard Storm czuł ogromny wstyd, że po życiu, które wiódł jest teraz w obecności samego Bożego Syna. Jezus jednak zapewnił go, że ten jest tam, gdzie powinien i że Bóg go kocha.

 

Po powrocie do życia Storm był emocjonalnie wyczerpany i płakał za każdym razem kiedy myślał o swoim przeżyciu. To wspomnienie jest dla niego cały czas żywe i prawdziwe, mimo, że minęło dwadzieścia-trzy lata. Przez ten czas Howard uczęszczał do seminarium w Dayton, Ohio ostatecznie otrzymując tytuł „Mistrza objawienia”. Następnie Howard został pastorem w Ohio i był nim czternaście lat w końcu przenosząc się do Covington. Teraz tam pełni rolę pastora w „Zjednoczonym Kościele Chrystusa”. Jego pierwsze małżeństwie zostało rozbite poprzez jego nową postawę, ale Howard ożenił się ponownie, a jego wybranką była „wspaniała kobieta”, z którą Howarda łączy również wspólna wiara.

Share this post


Link to post
Share on other sites
okura    4

Skąd bierzecie takie teksty? Razi propagandą na kilometr; ateista jako pijak, egoista, palacz itp.

 

Ale do rzeczy: przecież ten ateista znał koncept Boga i Jezusa! Czy były jakieś przykłady widzenia Jezusa w czasie doświadczania NDE (near death experience) u np. indian amazonki którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie? (teraz pewnie większość słyszała o nim), ale kiedyś gdy nie było jeszcze misjonarzy, czy wtedy widywali Jezusa?

 

Jak to jest, że ludziom którym nie jest obcy koncept Jezusa, Boga, Maryi, ukazują się ww osobistości, ale w odosobnionych rejonach świata gdzie nie słyszeli o Jezusie i całej reszcie, nie ukazuje się Jezus?

Gdyby te doświadczenia były naprawdę duchowe (w znaczeniu religijnym), to każdy człowiek na Ziemi powinien mieć szanse poznania Jezusa, czyż nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

wiesz nie mam pewności czy ten tekst jest prawdziwy znalazłem go na stronce w necie tego jest mnóstwo nie wiem czy się Indianom coś takiego ukazywało ale ty tez nie wiesz czy się im nie ukazywało ... to wszytko to kwestia wiary chyba ze ktoś to sam przeżył. wracając do tematu nauka to tłumaczy że wydziela się coś w mózgu i to są złudzenia ale tez nikt nigdy do końca tego nie zbadał . Doczytałem ze jakiś lekarz udowodnił ze te "sny,objawienia " pojawiają się po zatrzymaniu pracy mózgu i że człowiek po śmierci waży 6,5 grama mniej . A co najlepsze zdecydowana większość ludzi uważa ze widziało siebie z góry i potrafi powiedzieć co wokół nich robili inni ludzie... kiedyś nawet było o tym w rozmowach w toku .

Share this post


Link to post
Share on other sites
waszak    15

Przytaczanie samych dowodów anegdotycznych nie sprawi, że cokolwiek stanie się wiarygodniejsze. Dowód z osobistego doświadczenia jest jednym z najsilniejszych dowodów polegających na osobistym przekonaniu jednostki, jednak to przekonanie nie sprawi, że dana rzecz jest prawdą. Sugestywne modele pojawiające się przy zadziwiających możliwościach mózgu jakoś bardziej do mnie przemawiają niż zarzekanie się na własną matkę, iż brało się udział w nadprzyrodzonym.

Doczytałem ze jakiś lekarz udowodnił ze te "sny,objawienia " pojawiają się po zatrzymaniu pracy mózgu

Jestem niezmiernie ciekaw tego dowodu:)

 

i że człowiek po śmierci waży 6,5 grama mniej

Jeśli to kolejne gadanie o wadze duszy, myśli, snów, wyobrażeń to zadam tylko pytanie - jak coś niematerialnego może ważyć?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szczus    63

no właśnie kolego dobre pytanie chciałem znać wasze opinie co o tym sądzicie nie szukam dowodów chce znać wasze zdanie . A ten post powstał po tym jak przypomniałem sobie o pewnym zdarzeniu z mojego życia... trafiłem do przychodni bo skręciłem nogę i schodzac po schodach zaczepił mnie facet tak kolo 50 lat i zaczyna ni stąd ni z owąd opowiadać mi jak to przeżył dwie śmierci kliniczne , mówił że jest to coś takiego ale to nie jest tunel w każdym razie widzi się światło i uczucie jest niesamowite tak błogo się czuł że nie chciał wracać ... szczegółów nie pamiętam ale wiem ze na koniec powiedział ze nie boi się śmierci i nie może się doczekać a od niego biła taka radość że to mnie najbardziej zadziwiło wyglądał jak by doceniał wszystko to co ma ,zadowolony z wszystkiego wesoły pozytywnie nastawiony ... tak się zastanawiam czy to nie sprawa tego przeżycia .

Share this post


Link to post
Share on other sites
okura    4

Nie trzeba widzieć tunelu by docenić życie. Zapytajcie chorego na raka który wyzdrowiał, a powie wam jak choroba potrafi zmienić podejście do życia.

 

Jak już mowa o duszy, to mnie zastanawia jedno pytanie, co się dzieje z duszą człowieka:

- Chorego na np. Alzheimera? Czy dusza jakoś w trakcie choroby uchodzi na raty?

- Chorego umysłowo? Czy dusza też choruje? Co się z nią dzieje?

- Upośledzonego umysłowo? J

 

No i dlaczego Bóg karze ludzi by rodzili się chorzy? Co oni mu takiego zrobili, że pozwala ludziom cierpieć od kołyski?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Falkhor    63

Śmierć kliniczna - podobny schemat tunelu i światła... Albo było ciemno, zrobiło się łatwo, potem znowu było ciemno. Czy kogoś dziwi, że większość ludzi mdlejących na świecie opisuje swoje wrażenie jako gwałtowny upadek w ciemność? Jak reagujemy na prąd - tak samo, skurczami. W przypadku 'uderzenia' hukiem chowamy głowę w ramiona. Na podstawie tego uważam, że śmierć kliniczna może wyglądać u znacznej większości ludzi jednakowo. Jeżeli będą różnice - to prędzej w interpretacji.

Czytając to i tamto - zapadła mi w pamięć wersja o tym, że nasz mózg ma pewnego rodzaju bieg jałowy w chwili umierania. Bo umierania trwa - zjawisko śmierci mimo wszystko nie jest na tyle precyzyjnie udowodnione, by nie mówić i nietypowych wypadkach wybudzenia się, ocknięcia, wznowienia pracy serca. Jakkolwiek faktycznie, mózg po jakimś czasie umiera i nawet, jeśli zacznie nam działać nerka, to mózg już nie.

 

Śmierć duchowa - tutaj trzeba zacząć od tego, że zakładamy istnienie duszy (wiara w duszę, bo domyślam się, że chodzi tutaj o śmierć nie świadomości, tylko duszy). No ale nawet śmiertelność duszy jako taka - śmiertelność ta może oznaczać utratę wspólnoty z Bogiem, a nie unicestwienie. Tutaj podam link http://mateusz.pl/pow/pow_990413.htm

Śmierć duchową można zatem zrozumieć jako zaprzestanie wiary w Boga, rozpadzie więzi.

 

Okura

- Chorego na np. Alzheimera? Czy dusza jakoś w trakcie choroby uchodzi na raty?

- Chorego umysłowo? Czy dusza też choruje? Co się z nią dzieje?

- Upośledzonego umysłowo? J

Jak sam napisałeś - mówisz o chorobach. Jeżeli ktoś jest chory i nie potrafi spamiętać nauk kościoła - to czy to jego wina umyślna?

 

No i dlaczego Bóg karze ludzi by rodzili się chorzy? Co oni mu takiego zrobili, że pozwala ludziom cierpieć od kołyski?

To inny temat...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this  

×