Jump to content
Sign in to follow this  
AdamKunysz

Lancut.org - Festiwal prawie na półmetku

Recommended Posts

AdamKunysz    5

Za nami już trzy koncerty 53. Muzycznego Festiwalu w Łańcucie. Jeszcze nie przebrzmiały echa sobotniego inauguracyjnego występu Jose Carrerasa i Natalii Kowalowej, a już trzeba się było szykować na kolejny koncert plenerowy, który w niedzielne popołudnie miał się rozpocząć na dziedzińcu przed zachodnią elewacją Muzeum-Zamku.

 

Tymczasem, gdy już wszystko było przygotowane, pogoda nagle się załamała, bowiem nad Łańcutem nastąpiło oberwanie chmury i w strugach ulewnego deszczu nie sposób było zasiąść na widowni. Organizatorzy jednak byli na taką ewentualność przygotowani i wszystkim, którzy przeczekali najgorsze, rozdali przeciwdeszczowe peleryny ufundowane przez głównego sponsora Festiwalu – Polską Grupę Energetyczną PGE.

 

Po dwóch godzinach udało się rozpocząć koncert, w którym wystąpili: Grzegorz Turnau z zespołem i Sebastian Karpiel Bułecka z grupą Zakopower. Wspierała ich Orkiestra Kameralna Młodej Polskiej Filharmonii. Dwugodzinny występ znakomitych wykonawców przypadł do gustu melomanom, którzy nie zważając na wciąż padający deszcz, nagradzali burzliwymi oklaskami każdy utwór.

 

Wczoraj, przed festiwalową publicznością wystąpiła Orkiestra Kameralna Capella Bydgostiensis.

 

Dyrygował Michael Maciaszczyk, który grał także solowe partie na skrzypcach. Z orkiestrą zagrali również soliści: harfistka Paulina Porazińska i akordeonista Maciej Frąckiewicz. Publiczność miała okazję posłuchać kilku utworów Beli Bartoka i Jeana Michela Damase’a, a w drugiej części koncertu - brawurowego wykonania „Czterech pór roku” Antonio Vivaldiego. W przerwach pomiędzy poszczególnymi partiami utworu Ewa Lipska uraczyła słuchaczy wspaniałą interpretacją utworów poetyckich.

 

Adam Kunysz

Fot. Adam Kunysz

 

 

 


Zobacz pełny artykuł

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Marek   
Guest Marek

Trochę chyba nie był to najlepszy koncert. W pierwszej części dyrygentowi bisy pomyliły się z recitalem (bardzo długaśne te bisy były), dzięki czemu na drugą część na sale nie dotarła już znaczna część widzów. Kolejna część publiczności opuściła salę tuż po zakończeniu koncertu (na bisy nie czekając) rozgoryczona m. in. tym, że  zapowiadani szumnie  soliści - harfistka i akordeonista (z programów wynikało to jednoznacznie) okazali się być zaledwie akompaniatorami dla miotającego się w czerwonej marynarce skrzypka-dyrygenta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this  

×