Jump to content
Sign in to follow this  
Jeżyk

Wiersze z przed stulecia

Recommended Posts

Jeżyk    43

Ponieważ posiadam sporo wierszy z bardzo odległych lat, no może nie wszystkie stuletnie, ale bliskie tej dacie, z przyjemnością zaprezentuję je tym którzy lubią poezję. Noszą one w sobie piętno odległych lat, a swoją tematyką, formą, składnią przenoszą naszą wyobraźnie w tamte tak odległe już czasy.

W większości, autorzy tych wierszy nie są mi znani, ale to nie przeszkadza w pasjonowaniu się ich pięknem. Zapraszam :

 

RANO

 

Pośród wioski,tam gdzie z wieży

Odzywa się dzwonek

Ludzi wzywa do pacierzy

Bo już świta dzionek

 

Zapłakana wśród gwiazd płonie

Jutrzenka bez końca

Bo jej smutno że wnet zginie

Wśród promieni słońca

 

Złote włosy jej rozwiane

Ponad całą ziemią

Kwiaty we łzach jej skąpane

W krocie barw promienią

 

Tam na niwie,gdzieś wśród rosy

Zakwilił skowronek

I poleciał pod niebiosy

Gdy usłyszał dzwonek

 

Coraz wyżej, gdzieś aż w niebie

Bogu chwałę głosi

I za ludzi,i za siebie

Stwórcę świata prosi

 

A rzewliwy śpiew skowronka

Ludu korne pienie

Dla Maryi śpiew skowronka

Brzmi na pozdrowienie

 

A Maryja, matka nasza

Słyszy tkliwe pienie

I u Boga nam wyprasza

Grzechów odpuszczenie

 

W górę serca,wszyscy wierni

Wieczór czyli dnieje

Bo Maryja pewno spełni

Swych dzieci nadzieję.

 

Cdn.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

POŁUDNIE

 

Słońce bardzo rano wstało

Z poza góry szczytu

Wnet pół drogi ubieżało

Wśród niebios błękitu

 

Połą swojej złotej szaty

Ziemię przyodziało

Po promieniach zdrój bogaty

Ciepła na świat zlało

 

Rolnik w polu utrudzony

Ociera pot z czoła

Dzwon na wieży zawieszony

Do pacierzy woła

 

Słysząc z wierzy to dzwonienie

Rolnicy klękają

I anielskie pozdrowienie

W niebo przesyłają

 

Ponad ziemią kończąc piosnki

Skowroneczek leci

J wśród zboża podal wioski

Karmi głodne dzieci

 

Ogień przygasł na kominie

Obiad zastawiają

I do jadła gospodynie

Czeladź zapraszają

 

Za posiłek po znużeniu

Czeladka dziękuje

Odpocząwszy w lipy cieniu

Znów dalej pracuje

 

I skowronek swe pisklęta

Swe pożegnał dzieci

Dzwoni piosnka rozpoczęta

A on w niebo leci

 

Wyśpiewuje ponad rolą

Czeladź w pracy skora

Zgadzając się z wolą bożą

Robi do wieczora

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

WIECZÓR

 

Słońce dzienny bieg skończyło

Drzemie za górami

Błękit nieba przyodziało

Złotymi chmurami

 

Stado bydła co się pasło

Wśród błonia,na trawie

Widząc że już słońce zgasło

Pije wodę w stawie

 

Nakarmione, napojone

Wraca do zagrody

Każde idzie w swoją stronę

Szukając ochłody

 

Tam na Tatrach gwizdnął baca

Baran przy nim dzwoni

A owieczki pies nawraca

Bo już czas z połoni

 

Już w szałasie stado beczy

Baran przy drzwiach stoi

I przy jego wiernej pieczy

Baca owce doi

 

I gosposie doją krowy

Gotują wieczerzę

A na wierzy dziadek wsiowy

Dzwoni na pacierze

 

Księżyc bladą twarz wychylił

I wita Jutrzenkę

Ludek wiernie głowę schylił

Pozdrawia Panienkę

 

Przepióreczka kwoka w prosie

Konie rżą w oborze

A w ożywczej chłodnej rosie

Już się kąpie zboże

 

Tam na jednej nóżce stoi

Pod skibą skowronek

By nie zasnąć wciąż się boi

Gdy zaświta dzionek


Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

DO BRACI ROLNIKÓW.

 

Uczcie się bracia,starzy i młodzi

Bo przy nauce łatwiej przychodzi

Wszelka myśl piękna i świeża

I łatwiej pojąć słowa pacierza

 

I łatwiej poznać dobro bliźniego

Wedle przykazu idąc bożego

Snadniej czuć miłość własnej ziemicy

A więc się uczcie bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia, jako w swej wierze

Żyć po bożemu,dobrze i szczerze

W jakich się cnotach utrwalać trzeba

By się tym pewniej dostać do nieba

 

Jakimi grzechy trzeba się brzydzić

I jak podłości trzeba się wstydzić

By na sąd boży stać po prawicy

Tego się uczcie,bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia, jak z dobrą wolą

Człek wiele może,trudniąc się rolą

Kiedy nie tylko myśli o sobie

Lecz i o innych,czy to w chorobie

 

Czyli to w nędzy,w ciężkiej niedoli

Albo o ziomkach swoich w niewoli

Których pognali w dal najezdnicy

Uczcie się myślcie,bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia,by wasza gleba

Wydała zawsze taki kęs chleba

By też i innym można zostawić

Ale ją trzeba mądrze uprawić

 

Nie gardząc książką i dobrą radą

Którą wam w umysł i serce kładą

Uczensi bracia,wasi sternicy

Uczcie się, wierzcie,bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia,jak ma być wszędzie

Lad i porządek,bo gdy tak będzie

Za ładem prędzej przyjdzie dostatek

Do waszych domów i wiejskich chatek

 

Obejście będzie schludnie trzymane

I staną ściany powybielane

I pełne brogi złotej pszenicy

A więc się uczcie,bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia jak dobrze radzić

A tak serdecznie,by się nie wadzić

Lecz dobro wspólne mieć przed oczyma

A serce wasze niech z tymi trzyma

 

Co dobrze świadczą gminie, krajowi

Co się nie krzywią też kościołowi

A stoją w cnotach,jako w zbroicy

Tego się uczcie,bracia rolnicy

 

Uczcie się bracia tego wszystkiego

Co nam z przykazu trzeba bożego

Wierzyć i wiedzieć, czynić obficie

Żyć jak mąż dzielnie,a jako dziecię

 

Niewinnie,zgodnie,pięknie,miłośnie

Bo z tego kraju szczęście urośnie

I Bóg do niebios wpuści,świetlicy

A więc się uczcie bracia rolnicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

CZYTAJ BRACIE.

 

Czytaj bracie,bo z czytania

Płynie korzyść wielka

Każda książka to do wiedzy

Dodana kropelka

 

Czytaj bracie, bo z czytania

Sączy się oświata

Dusza od niej pojaśnieje

Jak od słońca szata

 

Czytaj bracie, bo nie dosyć

Jeść, pić, i pracować

Trzeba duszę karmić wiedzą

I cnotą hartować

 

Czytaj bracie,bo wstyd temu

Kto nigdy nie czyta

On jak ciemny, wciąż o drogę

Każdego się pyta

 

Czytaj bracie,bo z czytania

Wiedzę czerpiesz dużą

Jak w nieszczęściu sobie radzić

Jak ukryć przed burzą

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

PŁYNIE POTOK...

 

Płynie potok doliną

Nad potokiem jawory

Tam ja z tobą dziewczyno

Spędzałem słodkie wieczory

 

Noc się krótka zdawała

Żegnało nas świtanie

Miłość sen nam zabrała

Bo miłość żyje nie spaniem

 

Nikt nie widział nie słyszał

Niebo świadek jedyny

Jam się nieba nie wstydził

Bo miłość była bez winy

 

Oto przy tym potoku

Oto przy tej jabłoni

Nie jeden raz w pragnieniu

Wodę piłaś z mej dłoni

 

Raz się chmurka zerwała

Piorun strzelił w dębinę

Ja chociażem się bała

Mówiłam z tobą nie zginę

 

Dziś kiedy nas oboje

Los rozłączył opaczny

Znaki nasze na drzewie

Popsuł nam pasterz nie baczny

 

I ślady się zmazały

Las zarasta krzewiną

Potok drzewa zostały

A ciebie nie ma dziewczyno.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Kolejny wiersz to swego rodzaju scenka rodzajowa z wątkiem rodzinnego dramatu.W tamtym okresie, ci którzy czytać umieli, chętnie sięgali po tego rodzaju czasopisma. Wydarzenia sensacyjne,dramatyczne czy tragiczne były swego rodzaju nośnikiem łatwo trafiającym pod wiejskie strzechy.Nasi "oczytani"dziadkowie byli mile widziani w domach swoich sąsiadów, opowiadali im ciekawe historie,wydarzenia, a najchętniej słuchane były właśnie te, mające posmak dramatu.Ten wiersz jest właśnie z tego gatunku.Zapraszam.

 

WIECZOREM W NIEDZIELĘ

 

Wieczorem w niedzielę, przy wiejskim kościele

Dziad stoi i bije we dzwony.

Wtem młodzian nieznany,w dostatku odziany

Nadchodzi i pyta zdziwiony

 

I pyta nieśmiało, cóż we wsi się stało?

Komuż to dzwonicie kochanie

O smutne to sprawy,jeżeliś ciekawy

Posłuchaj, opowiem, mój panie

 

Przed kilku latami,żył we wsi tu z nami

Kmieć z kmiecia zamożny, poczciwy

Ni soli ni chleba nie było mu trzeba

Był to człek dostatnio szczęśliwy

 

A było ich troje,on z żoną to dwoje

I synek jedynak był trzeci

Wesoły rumiany, w dostatku odziany

Zwyczajnych zamożnych syn kmieci

 

Raz ojciec z wieczora wróciwszy ze dwora

Z westchnieniem powiada do żony

Mój Boże, Mój Boże,jak też tam we dworze

Syn pański, uczony ,się chowa

 

A prostak w tym tłumie, gdzie każdy coś umie

Nie znaczy ni pracą ni wiekiem

I nam dał Bóg dziecię,a czemuż by przecie

Nie było uczonym człowiekiem

 

Sprzedajmy dwa woły,niech idzie do szkoły

Kto wie co się z nim tam stanie

Może się przy dworze umieści, a może

A może i księdzem zostanie

 

Jak rzekli zrobili, lecz ciężko zbłądzili

Sądząc że wdzięcznym im się stanie

Dobrą jest nauka, lecz gdy ją ktoś szuka

Nie prawdaż mój panie

 

Co rok więc na szkoły, z ojcowskiej stodoły

Szło zboże, z obory dobytek

Syn rosnął w rozumie, lecz ponoć i w dumie

Nie ojcom, ni sobie w pożytek

 

I przeszło lat wiele,a nikt go tu w siele

Nie widział w zagrodzie rodzica

A z cicha mówiono że w mieście tam pono

Zły synek udawał szlachcica

 

Że mu w głowie państwo, nie święte kapłaństwo

Że ojca się wstydzi w sukmanie

A Bóg się tym brzydzi, kto ojca się wstydzi

Cóż wam to dla Boga mój panie

 

Staremu i niwa, i młodość szczęśliwa

Kąkole wydaje i głogi

I nie raz w potrzebie, na syna i siebie

Zapłakał ów człowiek nie bogi

 

I pracą znużony,i bólem strawiony

Raz upadł przy pługu na łonie

I zasnął na wieki i nikt mu powieki

Nie zawarł, płaczecie mój panie?

 

Opowieść nie cała, wszak matka została

A matka biedniejsza na świecie

Bo bieda jednemu człekowi samemu

Lecz stokroć samotnej kobiecie

 

Więc pisać kazała,po syna, błagała

Rzuć miejskie wesołe to życie

Spójrz na mą siwiznę, wróć na ojcowiznę

Co prędzej przyjeżdżaj me dziecię

 

Ba, panie kochany,groch rzucaj o ścianę

Trza było iść z rodzinnej ziemi

I rękę wyciągnąć niebodze

I zlewać chleb łzami gorzkimi

 

Ją to dziś rano nie żywą zdybano

Przy dawnej zagrodzie, przy ścianie

Z litości w tej chwili, my jej to dzwonili

Cóż wam to dla Boga, mój panie

 

A młodzian nieznany, wzrok toczył zbłąkany

I w dłoniach krył swoje powieki

Ach jam jest zabójca, i matki i ojca

I szczęścia mojego na wieki

 

Jam trwonił grosz krwawy, na wrzaski, zabawy

Na stroje, rozrywkę przyjemną

A ojce tu mili, dni w nędzy spędzili

Boże, zmiłuj się nade mną

 

Dziś wracam w te strony,zbłąkany, skruszony

By słodzić im życia ostatki

Nagrodzić im troski,żyć z nimi wśród wioski

Dziś nie mam ni ojca ni matki

 

I upadł na ziemię,i łzami krwawymi

Oblewał swe winy zbłąkany

Dziad oczy skrył w dłonie, a idąc na stronie

Rzekł z cicha, za późno, mój panie.

 

Proszę zwrócić uwagę na ciekawy i piękny sposób rymowania w tym samym zdaniu np: "Nagrodzić im troski, żyć z nimi wśród wioski" Świetnie się czyta wiersz pisany w ten sposób

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

KRZYŻ W LESIE

 

W lesie przy drodze stoi krzyż nowy

A w koło niego sosny zielone

Czy jego widok olśni wam głowy

Że był nie dawno sosną, jak one?

 

A drzewa może jego żałują

Że bez konarów nic nie ocieni

One dziś wiosny cały wdzięk czują

On się już więcej nie zazieleni

 

Prawda że przeszłość jego skończona

Życie dla świata w sobie umorzył

Ale do nieba wznosi ramiona

I dżwiga tego który go stworzył

 

Znak Zbawiciela na sobie niesie

Każdy przechodzeń klęcząc go sławi

I podróżnemu co błądzi w lesie

Krzyż drogę wskaże i błogosławi

 

I ten co płacze, ci co się śmieją

Każdy tam składa swoją ofiarę

Ach to jest miłość razem z nadzieją

Co wieńczą trzecią siostrę, ich wiarę

 

Burze powstają, on się nie boi

Gną się ku ziemi sosen konary

Chylą się łamią, a godło wiary

Nie poruszone jak wiara stoi

 

Ach czy wam jeszcze o biedne sosny

Widząc los jego, zaś tego krzyża

Wszak nie daleko do przyszłej wiosny

Może i do was topór się zbliża

 

Przyszłość wiadoma nie jest nikomu

Przyszłość nie pewna niech was nie trudzi

Światowi ludzie, wyście to sosny

Krzyżem jest dobry kapłan wśród ludzi

 

Może was również ów koniec czeka

Dom spłonie, burza maszt pogruchocze

Krzyż stoi, trwalsza pokorna cnota

Pod krzyżem trwalsza będzie opieka

 

Nie każdy krzyżem jest na rozdrożu

Ty będziesz strzechą lichego domu

Ty będziesz masztem panował w morzu

Ty będziesz strzegł nas od gromu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

O GWIAZDECZKO...

 

O gwiazdeczko coś błyszczała

Gdym ja ujrzał świat

Czemuż to tak gwiazdko mała

Twój promyczek zbladł

 

Wartko biegłaś wśród niebiosów

Jam też chyżo żył

I z niebiosów złotych kłosów

Wcześniem wieńce wił

 

Znikły róże, zwiędły wieńce

Pożółk życia maj

I zapały i rumieńce

I tych złudzeń kraj

 

Wszystko mi to nad okołem

Łza pomroku ćmi

Ach bo blada nad mym czołem

Ma gwiazdeczka tkwi

 

O gwiazdeczko, dawne życie

W mym promyczku wznieć

I jak dawniej na błękicie

Jeszcze dla mnie świeć

 

Niech me życie jeszcze zazna

Doli młodych lat

Nim mnie ręka pchnie żelazna

Za słoneczny świat.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

POŚRÓD DRZEW

 

Pośród drzew gęstych w altanie

Swej kochance ściska dłoń

Rycerz co w krwawe spotkanie

Wkrótce podnieść ma swą broń

 

Wieczór w ogrodzie w milczeniu

Piękną wonią pachnie kwiat

I słowika cudne pienie

Upiększa kochankom świat

 

Lecz nie dla niej śpiew słowika

Ani zapach bzu i róż

Bo jej serce coś przenika

Że go nie zobaczy już

 

Trudno ukryć żal dziewczyny

Zaszła łzą źrenica jej

Kiedy wrócisz mój jedyny

Prędko wróć do Wandy swej

 

Edward rzekł, miesiące miną

Nim będę mógł wrócić się

Lecz nim róże się rozwiną

Pewno, pewno ujrzę cię

 

Potem jeszcze raz uścisnął

Swojej drogiej piękną dłoń

Siadł na konia i wyświsnął

I już tętnił jego koń

 

Przy księżyca świetle leci

Tam gdzie krwawe wojny są

Ile razy miesiąc świeci

Zawsze wspomni Wandę swą

 

Minął roczek pożądany

Już rozkwitły róże, bzy

Edward wrócił do altany

Gdzie spłynęły Wandy łzy

 

Lecz niestety tam gdzie róże

Widzi grób pod krzakiem róż

I litery na marmurze

Twoja Wanda leży tu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Rolniczy trud

 

Błysło świtem zaranie

Półmrok spada powoli

Z wiarą idę o Panie

Ziarno rozsiać na roli

 

Trud mnie dzienny nie zmorze

Czy ciężkiej pracy znój

Tylko Ty mi o Boże

Siew pobłogosław mój

 

Wszak ty żywisz ptaszęta

Co nie orzą, nie sieją

Twoja Panie moc święta

I mnie krzepi nadzieją.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest ktystyna   
Guest ktystyna

Kolejny wiersz to swego rodzaju scenka rodzajowa z wątkiem rodzinnego dramatu.W tamtym okresie, ci którzy czytać umieli, chętnie sięgali po tego rodzaju czasopisma. Wydarzenia sensacyjne,dramatyczne czy tragiczne były swego rodzaju nośnikiem łatwo trafiającym pod wiejskie strzechy.Nasi "oczytani"dziadkowie byli mile widziani w domach swoich sąsiadów, opowiadali im ciekawe historie,wydarzenia, a najchętniej słuchane były właśnie te, mające posmak dramatu.Ten wiersz jest właśnie z tego gatunku.Zapraszam.

 

WIECZOREM W NIEDZIELĘ

 

Wieczorem w niedzielę, przy wiejskim kościele

Dziad stoi i bije we dzwony.

Wtem młodzian nieznany,w dostatku odziany

Nadchodzi i pyta zdziwiony

 

I pyta nieśmiało, cóż we wsi się stało?

Komuż to dzwonicie kochanie

O smutne to sprawy,jeżeliś ciekawy

Posłuchaj, opowiem, mój panie

 

Przed kilku latami,żył we wsi tu z nami

Kmieć z kmiecia zamożny, poczciwy

Ni soli ni chleba nie było mu trzeba

Był to człek dostatnio szczęśliwy

 

A było ich troje,on z żoną to dwoje

I synek jedynak był trzeci

Wesoły rumiany, w dostatku odziany

Zwyczajnych zamożnych syn kmieci

 

Raz ojciec z wieczora wróciwszy ze dwora

Z westchnieniem powiada do żony

Mój Boże, Mój Boże,jak też tam we dworze

Syn pański, uczony ,się chowa

 

A prostak w tym tłumie, gdzie każdy coś umie

Nie znaczy ni pracą ni wiekiem

I nam dał Bóg dziecię,a czemuż by przecie

Nie było uczonym człowiekiem

 

Sprzedajmy dwa woły,niech idzie do szkoły

Kto wie co się z nim tam stanie

Może się przy dworze umieści, a może

A może i księdzem zostanie

 

Jak rzekli zrobili, lecz ciężko zbłądzili

Sądząc że wdzięcznym im się stanie

Dobrą jest nauka, lecz gdy ją ktoś szuka

Nie prawdaż mój panie

 

Co rok więc na szkoły, z ojcowskiej stodoły

Szło zboże, z obory dobytek

Syn rosnął w rozumie, lecz ponoć i w dumie

Nie ojcom, ni sobie w pożytek

 

I przeszło lat wiele,a nikt go tu w siele

Nie widział w zagrodzie rodzica

A z cicha mówiono że w mieście tam pono

Zły synek udawał szlachcica

 

Że mu w głowie państwo, nie święte kapłaństwo

Że ojca się wstydzi w sukmanie

A Bóg się tym brzydzi, kto ojca się wstydzi

Cóż wam to dla Boga mój panie

 

Staremu i niwa, i młodość szczęśliwa

Kąkole wydaje i głogi

I nie raz w potrzebie, na syna i siebie

Zapłakał ów człowiek nie bogi

 

I pracą znużony,i bólem strawiony

Raz upadł przy pługu na łonie

I zasnął na wieki i nikt mu powieki

Nie zawarł, płaczecie mój panie?

 

Opowieść nie cała, wszak matka została

A matka biedniejsza na świecie

Bo bieda jednemu człekowi samemu

Lecz stokroć samotnej kobiecie

 

Więc pisać kazała,po syna, błagała

Rzuć miejskie wesołe to życie

Spójrz na mą siwiznę, wróć na ojcowiznę

Co prędzej przyjeżdżaj me dziecię

 

Ba, panie kochany,groch rzucaj o ścianę

Trza było iść z rodzinnej ziemi

I rękę wyciągnąć niebodze

I zlewać chleb łzami gorzkimi

 

Ją to dziś rano nie żywą zdybano

Przy dawnej zagrodzie, przy ścianie

Z litości w tej chwili, my jej to dzwonili

Cóż wam to dla Boga, mój panie

 

A młodzian nieznany, wzrok toczył zbłąkany

I w dłoniach krył swoje powieki

Ach jam jest zabójca, i matki i ojca

I szczęścia mojego na wieki

 

Jam trwonił grosz krwawy, na wrzaski, zabawy

Na stroje, rozrywkę przyjemną

A ojce tu mili, dni w nędzy spędzili

Boże, zmiłuj się nade mną

 

Dziś wracam w te strony,zbłąkany, skruszony

By słodzić im życia ostatki

Nagrodzić im troski,żyć z nimi wśród wioski

Dziś nie mam ni ojca ni matki

 

I upadł na ziemię,i łzami krwawymi

Oblewał swe winy zbłąkany

Dziad oczy skrył w dłonie, a idąc na stronie

Rzekł z cicha, za późno, mój panie.

 

Proszę zwrócić uwagę na ciekawy i piękny sposób rymowania w tym samym zdaniu np: "Nagrodzić im troski, żyć z nimi wśród wioski" Świetnie się czyta wiersz pisany w ten sposób

Dziekuje za ten wiersz moja sw pamieci ciocia mnie nauczyla tego wiersza nie wszystko pamietalam jest prawdziwy i piekny

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżyk    43

Dziekuje za ten wiersz moja sw pamieci ciocia mnie nauczyla tego wiersza nie wszystko pamietalam jest prawdziwy i piekny

Miło że wróciły wspomnienia poezji której dziś trudno spotkać w sieci. Ten wiersz znam od mojego ojca. Zresztą nie tylko ten. Były również inne. Ojciec kochał poezję, mimo że ukończył zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej. Sam nie jednak nie pisał poezji.To odległe przedwojenne czasy. Niektóre wiersze znam od mojej matki. Zapamiętała je z lat szkolnych. Są również piękne.

Wkleiłem je na mojej stronce i tu je można znaleźć :

 

http://poezja120.pl.tl/PIOSENKI-Z-PRZED-STULECIA.htm

Edited by Jeżyk

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this  

×